Z Rafałem Bartkiem, kandydatem KWW Mniejszość Niemiecka w wyborach do Senatu, rozmawia Rudolf Urban.

Polski parlament liczy 460 posłów i 100 senatorów. Czy głos oddany w najbliższych wyborach na KWW Mniejszość Niemiecka nie jest w takim razie głosem zmarnowanym, jeżeli w efekcie mniejszość nie będzie miała silnego klubu?

W żadnym wypadku. A swoją drogą warto zapytać, na ile dzisiaj przy 240-osobowym klubie PiS i 155 osobach w klubie KO mamy poczucie, że ci posłowie są niezależni, a na ile wykonują tylko to, na co pozwala im centrala partyjna? Jeżeli w ten sposób spojrzymy na sprawę, możemy zadać sobie kolejne pytanie: na ile bardziej wartościowym jest parlamentarzysta niezależny w myśleniu i działaniu, który nie musi się obawiać, że centrala zabroni mu odwiedzin w danej miejscowości lub rozmowy z daną grupą ludzi. Tacy niezależni są nasi kandydaci. Jestem przekonany, że dziś potrzebni są ludzie, którzy mogą swobodnie działać w parlamencie bez obaw, że ważny z punktu widzenia regionu temat nie będzie mógł być podejmowany, bo nie pasuje do linii partyjnej. Naszą centralą są domy naszych mieszkańców i my dla nich, a nie dla słupków sondażowych, będziemy działać w parlamencie. Dlatego nawet pojedynczy poseł działający w na takich zasadach może wnieść do polityki więcej, niż spora grupa posłów, czekających jedynie na rozkazy z centrali. Stawiajmy więc na ludzi niezależnych.

A dlaczego Pan osobiście zdecydował się na start do Senatu? Czy z punktu widzenia stanowienia prawa Sejm nie jest tym miejscem, w którym faktycznie podejmowane są decyzje?

Mniejszość Niemiecka musi być reprezentowana w obu izbach parlamentu, a szczególne znaczenie w dzisiejszej dyskusji przyjmuje właśnie Senat, ponieważ często mówi się, że to powinna być izba, w której reprezentowany jest samorząd wojewódzki, który swoim głosem weryfikuje decyzje podejmowane w Sejmie. Dziś obie izby są mocno upolitycznione i osobiście ubolewam, że nie ma więcej aktywnych samorządowców, którzy podjęliby wezwanie kandydowania do Senatu. Tam w Warszawie, posiadając doświadczenie w dobrze funkcjonujących samorządach i przez lata pracując na rzecz swoich społeczności lokalnych, mogliby oni pełnić faktycznie funkcję weryfikującą. Druga izba parlamentu byłaby właściwym miejscem, w którym ten głos refleksji, uwagi co do decyzji podejmowanych w minionych latach częstokroć w pośpiechu, pod osłoną nocy, niejednokrotnie później równie szybko poprawianych byłby słyszany. Stąd moja decyzja kandydowania do Senatu jako głos samorządu regionalnego i jednocześnie społeczności mniejszościowych.

No właśnie. Co dla mniejszości chce Pan osiągnąć w Senacie?

Nigdy nie postrzegaliśmy się w polskim parlamencie tylko jako przedstawiciele jednej mniejszości. Praca naszych reprezentantów w Sejmie i mam nadzieję, że po 13 października także w Senacie polega na działaniu na rzecz rozwoju państwa, którego częścią są mniejszości narodowe i etniczne. Zasiadając od lat w Komisji Wspólnej Rządu i Mniejszości Narodowych i Etnicznych znana mi jest problematyka tych społeczności w Polsce i widzę, że mniejszości to swego rodzaju kapitał, ponieważ różnorodność kulturowa i językowa przecież nie zagraża państwu, jak niedawno sugerowano w różnych rządowych raportach. To wzbogacenie własnego dziedzictwa kulturowego.

Żyjemy ale również w czasach, w których obok autochtonicznych mniejszości potrzebujemy do własnego gospodarczego rozwoju kolejne grupy ludzi z innych krajów, jednocześnie chodzi o to, aby tą nową rzeczywistość kreować mądrze i umieć się w niej odnaleźć. My, Mniejszość Niemiecka, mamy w tym zakresie doświadczenia, bo niejednokrotnie jesteśmy naocznymi świadkami, jak to funkcjonuje w Niemczech ze wszystkimi mankamentami, ale też i zaletami. Sami wiemy także, jak trudno jest czasami łączyć własną tożsamość narodową z obecnością i z tożsamością kraju, w którym się żyje. To funkcjonowanie w dwóch kulturach, w dwóch językach i świadomościach jest możliwe pod warunkiem, że obie strony są na to gotowe i otwarte. Wtedy można mówić o wzajemnym ubogaceniu, również w sensie gospodarczym. Opole jest najlepszym tego przykładem. Pamiętamy, jak trudno do pewnego momentu było rozkręcić strefę gospodarczą, a w chwili obecnej, także dzięki znajomości języka niemieckiego i kontekstu kulturowego, strefa ta dynamicznie się rozwija, przyciągając nie tylko niemieckich inwestorów, ale takich, którzy właśnie chcą się osiedlić w otwartym i przyjaznym regionie. To, że opolskie takim jest, jest również zasługą Mniejszości Niemieckiej.

Podjął Pan właśnie kwestie nauki języka. To niewątpliwie atut regionu zamieszkałego przez mniejszość niemiecką.

I ten atut trzeba wykorzystać, stworzyć klimat do jego rozwoju, co może się udać jedynie w parlamencie. Przy czym nie chciałbym się zawężać jedynie do nauki języka niemieckiego w szkołach, ale spojrzeć na ten temat szerzej. Dlatego moim zadaniem w Senacie będzie wspieranie budowy systemu dającego ludziom dostęp do szeroko pojętej edukacji przez całe życie. Państwo powinno taki otwarty system edukacji wspierać, bo w efekcie to właśnie państwo zyskuje na tym, że jego obywatele podwyższają kwalifikacje, uczą się języków i nawet w jesieni życia podejmują nowe wyzwania.