Z Różą Malik, burmistrzem Prószkowa i kandydatem mniejszości niemieckiej na senatora, rozmawia Krzysztof Świerc

Jaka była Pani droga polityczna do chwili objęcia funkcji burmistrza Prószkowa?

Z komunistyczną partią nigdy nie było mi po drodze, dlatego polityką zajęłam się stosunkowo późno, bo dopiero po przemianie okrągłostołowej, a głównym powodem mojego zaangażowania się w nią była wiara w społeczeństwo obywatelskie, które dobrze poznałam na zachodzie Europy, oraz przekonanie, że możemy wreszcie sami zrobić coś dobrego dla siebie. Ale nie miałam „parcia na szkło” w celu zrobienia dużej kariery politycznej. Moja działalność polegała głównie na animowaniu ludzi w mojej miejscowości, parafii, którym sugerowałam, czasami podpowiadałam, co można w danej kwestii zrobić, zmienić, ulepszyć itd. Dzięki temu jednak w sposób naturalny zostałam zauważona i wybrana na członka rady sołeckiej. Funkcja ta bardzo mi odpowiadała, bo zawsze interesował mnie ten tzw. świat na dole, czyli możliwość zadbania o dany park, plac dla dzieci czy naprawę ławek.

Zaangażowanie to dostrzeżono i doceniono, dzięki czemu zaczęto Panią namawiać do kandydowania na radną gminy Prószków.

A ja się zgodziłam, choć nie wszyscy podzielali moją decyzję. W tym moja mama, która mi powiedziała: „Nie gniewaj się, ale całą noc modliłam się, żeby cię nie wybrano”. Modlitwy te nie zostały jednak wysłuchane i w 1994 roku zostałam radną gminy Prószków, a następnie wybrano mnie także na członka zarządu, bo wtedy jeszcze rządziło się gremialnie. W ten sposób zaczęłam mocno angażować się w działalność polityczną, a kiedy w 1999 roku z urzędu gminy do tworzącego się powiatu odeszła sekretarz, zgodziłam się objąć tę funkcję i nie żałowałam. Powiem więcej – praca ta stała się moją pasją, bo zawsze mnie interesowało, na jakiej podstawie podejmuje się pewne decyzje, dlaczego nie można inaczej i z jakiego powodu w danym momencie czegoś nam się zabrania albo coś nakazuje. W efekcie zaczęłam się interesować polskim prawem, a jednocześnie byłam aktywnym sekretarzem gminy, odpowiedzialnym m.in. za kwestie oświaty, dzięki czemu stawałam się w środowisku osobą coraz bardziej rozpoznawalną

Efekt? W 2002 roku podjęła Pani decyzję o starcie w wyborach na wójta gminy Prószków.

Owszem, ale zupełnie bez przekonania, że zostanę wybrana. Targały mną wątpliwości – bo jestem kobietą, a na Śląsku zaangażowanie polityczne pań nie jest jeszcze zbyt popularne. Poza tym uważałam, że decydując się na start w wyścigu o fotel wójta, trzeba być fachowcem w jakieś konkretnej dziedzinie technicznej, a najlepiej być inżynierem, bo przecież trzeba zająć się sprawami różnych inwestycji. Ostatecznie jednak moje wątpliwości i obawy rozwiali wyborcy, od których dostałam ogromne poparcie, a tym samym spory kredyt zaufania, co dodało mi skrzydeł i wiary w siebie. Do dzisiaj jednak pamiętam, że całą noc po tamtych wyborach nie mogłam zasnąć, bo kiedy emocje opadły, zdałam sobie sprawę, ile jest do zrobienia. Dotarło też do mnie, że czeka mnie gigantyczne wyzwanie, i to przy obowiązujących ograniczeniach budżetowych, ale najistotniejsze było to, że z zapałem i konsekwencją zaczęłam te klocki układać – myślę, że sensownie.

Zdecydowanie tak, a mimo to często Pani twierdzi, że po pierwszej kadencji czuła niedosyt.

I to spory, ponieważ zdawałam sobie sprawę nie tylko z tego, ile zostało zrobione, ale przede wszystkim z faktu, ile jeszcze jest do wykonania. Jednocześnie chciałam być uczciwa i w porządku wobec naszej społeczności i dlatego moim nadrzędnym celem stała się likwidacja zapóźnienia cywilizacyjnego, a nie schlebianie ludziom i stawianie pomniczków. W efekcie podjęłam się stuprocentowego skanalizowania gminy. Było to potężne wyzwanie i jedna z najtrudniejszych moich decyzji zawodowych w karierze, bo najpierw należało rozkopać drogi, następnie zdobyć pieniądze na skanalizowanie gminy oraz na remont zniszczonych dróg, a na koniec jeszcze należało „zmusić” ludzi do wykonania przyłączy. Uff… na szczęście wszystko skończyło się happy endem.

W 2004 roku Prószków pod Pani sterem po prawie 200 latach ponownie stał się miastem, i to nie z liszajowatymi budynkami, rosnącym bezrobociem, ale radosnym, kolorowym, by nie użyć modnego dziś określenia – sexy. Czy ten fakt postrzega Pani za swój największy sukces w roli burmistrza?

Bezsprzecznie była to dla mnie bardzo radosna chwila i wielki sukces, ale nadrzędnym celem nie była wcale moja osobista satysfakcja, lecz to, aby mieszkańcy Prószkowa odzyskali poczucie sukcesu i dumy. Tym bardziej że historia tego miasta jest szczególna i ono na to zasługuje. Zrozumiałam to z chwilą, kiedy wspólnie z księdzem Erhardem Heinrichem zaczęliśmy ją „odkurzać”. Wcześniej na przykład, przejeżdżając obok zamku, nie znałam jego fantastycznej przeszłości, miałam jedynie świadomość, że jest tam umiejscowiony Dom Pomocy Społecznej. I tak po kolei zaczęłam odkrywać w Prószkowie kolejne perełki – m.in. piękny barokowy ewangelicki kościół czy Królewską Akademię Rolniczą, która powstała w 1847 roku. Ach, długo by wymieniać. Biorąc zatem pod uwagę, jak bestialsko zdeptano Prószków i jego historię, wręcz do imentu, podjęłam decyzję o przywróceniu mu należnego prawa i świetności, a ludziom – wiary w to miasto, by ponownie zaczęli o nie dbać. Ku mojej olbrzymiej radości tak się stało, ale nie tylko ich pozytywnie nastroił fakt, że ich miejscowość ponownie stała się miastem, cieszyli się z tego również mieszkańcy innych miejscowości na terenie naszej gminy, np. z Chrząszczyc, Górek czy Winowa, co okazali, świętując razem z prószkowianami.

Nadanie Prószkowowi praw miejskich to niejedyny wielki sukces Róży Malik, której lata działalności politycznej przekuły się w szereg spektakularnych osiągnięć. Które z nich budzą w Pani wyjątkową dumę?

Moim oczkiem w głowie zawsze była kultura, która nie może być dla wybranych lub ograniczać się do jakiegoś konkretnego budynku, bo jak nic się w nim nie będzie działo, to stanie się on tylko atrapą działalności kulturalnej. Poza tym od dzieciństwa irytowało mnie niedostrzeganie mnogości talentów rodzących się na wsiach. Dlatego podjęłam się zadania wzniecenia życia kulturalnego w gminie – i okazało się, że miałam rację: na wsiach istnieje ogromna potrzeba krzewienia kultury wśród dzieci i rodziców, potrzeba, której nikt nie chciał wcześniej zaspokoić. Na szczęście to już przeszłość. Dzisiaj bowiem mamy w Prószkowie wspaniałą Gminną Orkiestrę Dętą, znakomite orkiestry młodzieżowe, dysponujące wybornym repertuarem, adekwatnym dla młodych ludzi, którzy przy tym znakomicie go wykonują. Na uwagę zasługuje też to, że w naszym zespole tanecznym „Scorpion” funkcjonuje już 5 grup i każda z nich prezentuje bardzo wysoki poziom. Posiadamy również grupę teatralną i plastyczną, studio wokalne oraz trzy grupy mażoretek, które ze swoich wojaży wracają z wieloma nagrodami. Bardzo mnie to cieszy, bo jestem zdania, że jeżeli od najmłodszych lat uczy się dzieci takiej aktywności, pozytywnie owocuje to na całe życie. Jeśli zaś ktoś od dzieciństwa nie miał żadnych zainteresowań lub nie były one u niego wspierane i pielęgnowane, to w wieku młodzieńczym i późniejszym staje się zblazowanym człowiekiem, wysuwającym wyłącznie żądania i reprezentującym postawę roszczeniową. Stąd pobudzenie w gminie życia kulturalnego uważam za jedno z tych zadań, z których jestem szczególnie dumna.

Od początku funkcjonowania na stanowisku burmistrza wierzyła też Pani w rozwój małych i średnich przedsiębiorstw.

Jak najbardziej, bo uważałam i uważam, że dostatek możemy zbudować w oparciu o własną przedsiębiorczość, kreatywność, pracowitość i inteligencję, a nie sprowadzanie wielkich koncernów. Patrząc zaś dzisiaj na to, jak się rozwijają u nas tzw. MiSie, to płonę ze szczęścia. W tym miejscu pragnę dodać, że bliska jest mi również idea odnowy wsi, bo cenię sobie to, że możemy mieć bezpośredni wpływ na stan różnych rzeczy i zawsze być blisko ludzi, co mam wpisane w moje curriculum vitae (CV). Tak samo zresztą jak dbałość o rozwój niezwykle ważnej w dzisiejszych czasach polityki senioralnej.

Dlaczego Róża Malik startuje na stanowisko senatora? Co na takim wyborze zyska gmina Prószków, województwo opolskie i jego mieszkańcy?

Moja decyzja uwarunkowana jest tym, że na pracę Senatu czy Sejmu zawsze patrzę pod kątem efektów, a te moim zdaniem są obecnie mizerne, czasami wręcz niestrawne. Wiele decyzji, które tam się podejmuje, nie tylko nie uszczęśliwiają nikogo w tym kraju, ale w wielu przypadkach jeszcze demolują rzeczy, które wcześniej dobrze funkcjonowały. Dlatego w pewnym momencie pomyślałam, że skoro przez tyle lat jestem ściśle związana z samorządem i zdobyłam tak duże doświadczenie, to nie pozostanę na to, co widzę, obojętna i spróbuję startu w wyborach na senatora. Tym bardziej że jeśli dostanę się do Senatu, to nic w moim podejściu do pracy i regionu, z którego pochodzę, się nie zmieni. Nadal będę blisko ludzi, bo jestem personifikacją samorządu – on mnie tworzy i na to, co się robi w Senacie i Sejmie patrzyłam, patrzę i patrzeć będę z perspektywy samorządowca. A że mam dar przekonywania, to wierzę, że moja praca w Senacie pozytywnie przekuje się w funkcjonowanie mojej gminy i województwa opolskiego – to jest mój cel.

A może warto się zastanowić nad tym, czy aby Pani wyjazd do Warszawy nie będzie dla regionu opolskiego oraz gminy Prószków stratą, i to poważną?

Spotkałam się już z taką opinią, wielu ludzi powiedziało mi wprost, że nie będzie na mnie głosować, bo chcą, abym nadal pełniła funkcję burmistrza Prószkowa. Zresztą sama mam z tym problem, bo serce mówi nie, a rozum pcha mnie do startu w wyborach. Wierzę jednak, że jeśli zostanę senatorem, nikt na tym nie straci, bo ja tę funkcję będę pełniła tak samo dobrze i z zaangażowaniem jak funkcję burmistrza. Poza tym nie może być tak, że jeśli ktoś sprawdził się na jakimś stanowisku, to zamyka mu się drogę do awansu. Powinno być odwrotnie! Nie wolno też godzić się na to, by móc wybierać tylko takich ludzi, za którymi nikt nie będzie płakał, bo to miernoty.

Załóżmy wariant optymistyczny – Róża Malik została senatorem. Co wówczas będzie dla niej priorytetem?

Skupię się na rozwoju gospodarki, bo jeśli doprowadzimy do prosperity, to będziemy mieli więcej środków na zapewnienie społeczeństwu godnych emerytur, zarobków, dobrej opieki zdrowotnej, oświaty itd. Dlatego uczyniłabym wszystko, co byłoby w mojej mocy, żeby pomóc wszystkim ludziom, którzy chcą tworzyć swoje zakłady, choćby malutkie.

Róża Malik po godzinach

Samorząd?

Jak się za coś zabierze, to zawsze wykona zadanie, nawet jeśli rząd nie da na to środków lub przekaże ich zbyt mało. A dlaczego jest tak skuteczny? Bo jest blisko ludzi i z całych sił pracuje nad tym, żeby było im dobrze.

Ma Pani jakieś hobby?

Moją największą pasją jest czytanie, od którego jestem uzależniona od piątego roku życia. Dla relaksu bardzo lubię też piesze pielgrzymki i jazdę rowerem.

Największe obecnie marzenie zawodowe i prywatne?

Zostać senatorem RP, a prywatnie – żeby nie doszło do wielkiego nieszczęścia na świecie, a niestety takie obawy mam.

Jak postrzega Pani polską politykę?

Nieszczególnie. Dostrzegam wygodnictwo polityków i politykierstwo.

Najbardziej pozytywna cecha charakteru Róży Malik?

Otwartość i umiejętność wsłuchiwania się w głos innych. Dzięki temu nigdy nie miałam problemów w nawiązywaniu kontaktów.

Zmieniłaby Pani coś w swojej przeszłości?

Nic, bo nie chcę się zmieniać i kreować na inną osobę niż jestem. Nie poddałabym się również operacji plastycznej.

www.wochenblatt.pl